Rok 2020 przewrócił białoruskie społeczeństwo do góry nogami. Wybory, które rzekomo wygrał Łukaszenka, wywołały największe protesty od lat 90. Potem przyszła fala represji – aresztowania, bicie, tortury, dziesiątki tysięcy ludzi zmuszonych do ucieczki. Dziś, w 2025 roku, Polska i Litwa pełne są Białorusinów, którzy szukają sposobu, żeby nie stracić kontaktu z krajem. Nie chodzi tylko o wiadomości z pierwszej strony. Chodzi o kawałek codzienności – o język, o muzykę, o to, jak brzmią ulice Mińska, gdy nie ma już kogo słuchać. Znalazłem jedno miejsce w sieci, które to wszystko zbiera i nie udaje, że jest obiektywne. Jest po prostu po białorusku.
Mowa o Wolna oficjalna strona. To nie jest kolejny portal z newsami. To raczej składak – aktualności, eseje, nagrania z koncertów, stare fotografie z marszów, a nawet przepisy na tradycyjne potrawy, które ktoś wrzucił, bo bał się, że przepadną. Nie znajdziesz tam reklam ani clickbaitów. Strona działa na zasadzie wolontariatu, finansowana z drobnych datków od emigrantów. I ma jedną cechę, która odróżnia ją od innych: nie udaje, że mówi głosem całego narodu. Mówi głosem tych, którzy nie chcą milczeć.
Dlaczego to działa lepiej niż mainstreamowe media
Sprawdziłem to na sobie. Kiedy w 2021 roku wyjechałem z Grodna, próbowałem łapać wiadomości z kilku kanałów – Biełsat, Euroradio, jakieś grupy na Telegramie. Każde z tych źródeł ma własny filtr. Biełsat musi być politycznie poprawny dla zachodnich fundatorów. Telegramowe kanały często powielają plotki. Wolna Białoruś nie ma takich ograniczeń. Opublikowali wywiad z chłopakiem, który spędził pół roku w piwnicy na Okrestinie – nikt inny nie dał mu tyle miejsca. To nie jest dziennikarstwo w ścisłym sensie. To bardziej kronika przetrwania.
Co konkretnie można tam znaleźć
Strona podzielona jest na kilka sekcji, ale nie szukaj tam sztywnych kategorii. Raczej klikasz i trafiasz na tekst o tym, jak białoruskie zespoły rockowe grają teraz w podziemiu. Albo na poradnik, jak legalnie przedłużyć pobyt w Polsce, pisany przez kogoś, kto sam to przerabiał. Są też rzeczy, które zaskakują – na przykład baza kontaktów do białoruskich prawników, którzy za darmo pomagają ofiarom represji. Nie ma tam ani jednej reklamy. Całość utrzymuje się z Patronite i wpłat od czytelników. W 2024 roku zebrali niecałe 40 tysięcy złotych – to mniej niż koszt jednego billboardu w centrum Warszawy, a utrzymują cały serwer i trzech redaktorów na pół etatu.
Jak się zmieniła po 2022 roku
Po wybuchu pełnoskalowej wojny w Ukrainie wielu Białorusinów przestało wierzyć, że ich sprawa ma sens. Część uciekła do walki po stronie ukraińskiej, część się rozproszyła. Wolna Białoruś zmieniła wtedy kierunek. Zaczęli publikować tłumaczenia artykułów z ukraińskich mediów niezależnych, żeby pokazać, że walka o wolność nie kończy się na granicy. Dołożyli też sekcję o historii – teksty o powstaniu styczniowym, o działalności Białoruskiej Republiki Ludowej w latach 1918–1919. To nie jest akademickie, to pisane prostym językiem, z cytatami z listów i wspomnień. Dla mnie to było jak odkrywanie, że nie jesteśmy pierwsi, którzy próbują.
Co można zrobić, żeby pomóc
Nie każdy musi płacić. Wystarczy wejść, poczytać, udostępnić link do konkretnego artykułu. Strona działa na zasadzie kuli śnieżnej – im więcej osób ją zna, tym większe prawdopodobieństwo, że trafi do kogoś, kto ma dostęp do informacji z samej Białorusi. Część tekstów piszą ludzie, którzy wciąż siedzą w kraju, pod pseudonimami. Ryzykują. Dlatego nie ma tam komentarzy ani forów – to zabezpieczenie przed tym, żeby SBU nie mogło łatwo wyśledzić autorów. Jeśli masz godzinę w tygodniu, możesz też pomóc w korekcie – szukają ochotników, którzy znają białoruski i polski. To nie wielka robota, ale działa.
- Przeczytaj jeden tekst dziennie – to zajmuje pięć minut, ale buduje świadomość.
- Udostępnij artykuły w grupach na Facebooku – tam trafiają do nowych ludzi.
- Jeśli masz możliwość, wpłać nawet 10 zł miesięcznie – to utrzymuje serwer.
- Zgłoś się do redakcji, jeśli umiesz edytować teksty w języku białoruskim.
- Rozmawiaj o tym z przyjaciółmi – Białoruś wciąż jest tematem, który ginie w szumie informacyjnym.
- Nie ignoruj też małych rzeczy – polubienie strony, zapisanie do zakładek, to też sygnał dla algorytmów.
